Dar serca
Daleko, mogłoby się wydawać, że na krańcach świata, na skraju gaju, spośród piętrzących się śnieżnych zasp, wyrastała skromna chatka. Dach jej całkowicie pokrywał biały puch, z komina unosił się szary dym, okiennice, choć zamknięte, przepuszczały iskierki wesołego światła, na drzwiach wisiał ozdobny wianek z gałązek świerku. Ścieżka prowadząca do domu, była zawsze staranie odśnieżona, a drewno na opał ułożone w zgrabną kupkę. Na ganku stała trzyosobowa rodzina- mama, tata i malutki blond-włosy, pucołowaty, chłopczyk, trzymający rodziców za dłonie. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych i w pełni zadowolonych.
W sierocińcu z każdym dniem robiło się coraz ciszej i bardziej pusto. Tydzień temu wszystkie prycze w pokoju były zapełnione, dziś już tylko jedna. Codziennie zjawiało się nowe małżeństwo, a nawet kilka, które chciało uratować kolejne dziecko. Powoli przyjaciele z pokoju Antka znikali. Najpierw rudowłosy Adaś, potem ciemnooki Wiktor, a nawet nieuprzejmy Staś. Wszyscy zniknęli. Teraz Antek został sam. Siedział samotnie na swoim łóżeczku, spoglądający raz na choinkę, raz na kawałek papieru jaki trzymał w dłoni.
Choć sierociniec był ubogi, dzieciom
nigdy niczego nie brakowało. Na święta, zawsze otrzymywały łakocie, trochę
ubrań czy zabawek. W każdym pokoiku stała zielona, ubrana we własnoręcznie
wykonane ozdoby choinka, która sprawiała, że nastrój w pomieszczeniu stawał się
znośniejszy. Któregoś roku w samą Wigilię, w jednym z tych pokoików, zamieszkał
nowy chłopiec. Mija rok, odkąd Antek przebywa w sierocińcu. Niestety nie został
przez nikogo uratowany. Stracił już wszelką nadzieję, że znajdzie nowy
kochający dom.
Chłopiec siedział samotnie na swojej
pryczy zapatrzony w skrawek papieru w dłoni. Na jego twarzy, powoli, zaczęły
pojawiać się krople łez. Antek był tak zasmucony i skupiony na swoim smutku, że
nie usłyszał stukotu obcasów jednej z wychowawczyń. Kobieta stanęła za
dzieckiem i zaczęła mu się bacznie przyglądać. W jego dłoni dostrzegła zdjęcie,
które przedstawiało skromną chatkę na skraju lasu podczas zimy. Na jej ganku
stała trzyosobowa rodzina, z małym blond-włosym, pucołowatym chłopcem,
trzymającym rodziców za dłonie. Wychowawczyni zdziwiła się. Nie miała pojęcia
jak to się stało, że Antek przemycił gdzieś fotografię swojej rodziny.
Zostawiła go jednak w spokoju i wróciła do swoich zajęć.
W pokoiku, został jednak ktoś jeszcze.
Mężczyzna spokojnie przysiadł, na skraju
łóżka i czekał aż chłopiec zwróci na niego uwagę. Tak też się stało. Antek
uniósł wzrok i spośród łez dostrzegł obcego pana. Początkowo wystraszył się
nieznajomej twarzy i schował nos pod kołdrę. Jednak... Coś kazało mu wyjrzeć
ponad poły pościeli.
Był to uśmiech mężczyzny, który siedział
teraz wpatrzony w chłopca i wyciągniętą ku nań dłonią.
Witam was kochani w to Wigilijne popołudnie i życzę z
całego serca wesołych i spokojnych świąt.
Jak widać nie jest to najweselszy świąteczny tekst
jaki czytaliście. Na początku chciałam, aby był to list do św. Mikołaja w
imieniu dziecka, ale nie potrafiłam wczuć się w klimat. Tak właśnie powstało
powyższe opowiadanie. Mam nadzieję, jednak, że samo przesłanie jest dość
czytelne. Chciałam wam przekazać, iż w święta nie najważniejsze są prezenty w
postaci materialnej, ale zwyczajna pamięć o bliskich, czas z nimi spędzony,
jaki by on nie był. Ważnym jest, by dawać siebie innym, swą troskę. Boże
Narodzenie to okres, w którym nikt nie powinien być samotny i zapomniany- czy
dziecko z sierocińca, czy bezdomny. Pamiętajcie, by zawsze być dobrym dla
innych bez względu na to kim są. Na dobroć zasługuje każdy człowiek, bez
żadnego wyjątku.
Jeszcze raz wesołych świąt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Kliknij i pisz...