4 cze 2017

Wyjaśnienia

Witam,
blog, na którym właśnie jesteście istnieje od 2012 bądź 2013 roku. Szczerze mówiąc nie pamiętam. Nasuwa się więc pytanie: Dlaczego tutaj tak pusto? Mianowicie postanowiłam usunąć tak zwane fan-fictions i większość innych postów, zostawiając te, które uważam za w miarę dobre do publikacji. Po raz kolejny postanawiam, że wrócę do pisania. Mam nadzieję, że tym razem wytrwam, gdyż mam na to wystarczająco dużo czasu. Stwierdziłam jednak, iż skupię się na krótszych formach pisemnych, co daje znaczną swobodę oraz wiąże się z większą częstotliwościom dodawania wpisów. Obecnie nie przygotowałam dla was nowego tekstu, ale pojawi się on już niedługo. 

17 mar 2016

Opowiadanie

Wiara


Coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś. Coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś.
Coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś.
Coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś coś COŚ COŚ COŚ COŚ COŚ. Nic.

Tylko wiara w cokolwiek trzyma nas przy życiu.



Witam,
dawno mnie tutaj niestety nie było, ale... Wcześniej, to znaczy jeszcze rok, dwa temu, pisanie przychodziło mi łatwiej. Siadałam, pisałam, dodawałam. Teraz bardziej zwracam uwagę na formę i to w jaki sposób piszę. Chcę, aby teksty nie były pospolite, odróżniały się. Każdy najzwyklejszy pomysł staram się przekształcić w coś bardziej zagadkowego, uczynić z niego mini arcydzieło. Czytając zwykłe opowiadania, które piszę zwyczajnie mi się nie podobają. Przypominają mi za bardzo typowy, że tak to ujmę, gimbaziarski styl. Wolę właśnie te utwory, które albo napisane są bardzo artystycznie lub z przekąsem, dystansem, gdzie styl przypomina język mówiony. Piszę to, abyście wiedzieli dlaczego rzadko coś tutaj dodaję.
Co do wstawionego utworu... Powstał w wyniku lekcji polskiego. Przerabiamy właśnie Młodą Polskę, stąd też i nastrój. W tej epoce często rozważano wartość życia i jego znaczenie. Pojawiła się, więc i na ten temat refleksja u mnie. Doszłam do wniosku, że nasze życie składa się z wielu "cosiów". To znaczy wydarzeń, wspomnień, miejsc, słów... Jednak jeśli nie wierzylibyśmy w cokolwiek, w to, że Bóg istnieje, w miłość, w to, że rzeczy składają się z atomów itd., to w zasadzie nie byłoby nic, pustka. Jakby sam świat bez wiary był tylko pojęciem względnym. Mogłabym tutaj dokładniej wyjaśniać, co ja  miałam na myśli(możecie to też interpretować wedle uznania), ale skwituję wszytko pytaniem: Czy wyobrażacie sobie świat bez wiary(jakiejkolwiek)?

10 lut 2016

Tekst

Światło zgasło.
Świat stał się ogromnym labiryntem..
...bez wyjścia.
Ciało więzieniem dla duszy.
Emocje, udręką umysłu.
Serca brak,
właśnie umarło.

Tylko czarne scenariusze,
przeplatane nicią minionych chwil.
Dobrych? Złych?
Obrazów bez liku.
I słowa.

Te słowa.
Wszystko jedno.

Skrzydła opadają bezpowrotnie.
Strzała siłą wydarta.
Aniele!

Łańcuchy pętają.
Bez tchu, bez ducha...

Zwyciężyło.

Zamknięta w klatce.
Łza.
Jedna łza.

Zobaczyła ich.
Wystarczyło.

Czasem niewiele potrzeba, by zabrać komuś cały świat i wcisnąć do ciasnej klatki.


Witam,
pierwszy tekst, który przypomina odrobinę wiersz. Wiersz? To nie możliwe, nie pisuję wierszy. Aczkolwiek odrobinę tak to wygląda, choć miał być to zwykły tekst o nieco luźniejszej kompozycji :)

17 sty 2016

Dramat

Zatracenie


Scenografia ustawiona jest na wzór polany w ciemnym, gęstym lesie. Zaczyna grać nastrojowa muzyka. Światło jest blade. Na scenie pojawia się postać pięknej kobiety.

 Wydaje się być zagubiona. Powoli zbliża się do krańca sceny, cały czas ze strachem rozglądając  na boki. Przechodzi scenę tanecznym krokiem wzdłuż i w szerz, aż zaczyna czuć się swobodnie. Tańczy.

 Zatraca się w tym co robi, zbliżając coraz bardziej do publiczności.

W tym samym czasie, za kobietą pojawia się grupa czarnych, tajemniczych upiorów, zainteresowanych nową postacią w ich otoczeniu. Czołgają się w jej stronę. Ich ruchy są spazmatyczne, urywane.

Kobieta staje przed publicznością. Na jej twarzy maluje się zadowolenie.

Nagle dostrzega zbliżające się ku niej zagrożenie.

Ucieka między upiorami, które za wszelką scenę chcą ją pochwycić.

Zostaje złapana.

Upiorów jest zbyt wiele, by była w stanie się im oprzeć. Upada na ziemię pod ich naporem. Leży dłuższą chwilę w bezruchu, a upiory tańczą wokół niej.

Siłą zostaje przez nie poderwana do góry. Jej twarz wyraża ogromną boleść. Ze środka sceny przesuwa się ku publiczności, a zaraz za nią podążają upiory. Staje i spogląda raz po raz na publiczność, to na istoty znajdujące się za nią.

Upiory zaczynają swój demoniczny taniec, zupełnie inny niż kobiety. Zostaje ona zmuszona do tańca razem z nimi. Widać, że stara się wyrwać spod ich wpływu. Pada na ziemię.

Upiory rozstępują się.

Pojawia się mgła.

Na scenę wkracza król upiorów, piękny mężczyzna o surowym obliczu. Zaczyna tańczyć w około kobiety, jak gdyby chciał ją zaczarować.

Kobieta podnosi się. Początkowo opiera się mężczyźnie, stara się uciekać, ale w końcu machinalnie zaczyna wykonywać te same ruchy co on. Na jej twarzy widać przerażenie.

Tańczą jakiś czas we dwoje, aż przyłączają się do nich upiory.

Po jakimś czasie na scenie pojawia się lustro. Wszyscy niewzruszeni tańczą dalej.

Kobieta dostrzega w nim swoje odbicie. Podchodzi do lustra i kładzie na nim dłonie, po czym opada na kolana. Łapie się za głowę i zaczyna wić na ziemi.

Upiory dostrzegają, że z ich nową towarzyszką dzieje się coś złego. Dostrzega to i król. Upiory rozbiegają się, trzymają z daleka od kobiety. Mężczyzna bacznie ją obserwuje.

Kobieta podrywa się i zaczyna tańczyć jak na samym początku. W tym samym czasie przyłącza sie do niej król, wykonując swój agresywny taniec.

Mężczyzna jest stanowczy, toteż kobieta raz tańczy jak sama by tego chciała, raz przyłącza się do mężczyzny. Nie wydaje się być on tym zadowolony. Chce przejąć kontrole nad tym co robi piękność.

Kobieta zaczyna uciekać przed nim. Jednak coraz bardziej mu ulega. Zaczyna tańczyć równo z mężczyzną. Ta sama sentencja kroków powtarza się coraz szybciej i szybciej.

Przyłączają się do nich upiory.

Kobieta nie jest w stanie dotrzymać im kroku, pada na ziemię.

Zaczyna się wić i czołgać.

Mężczyzna krąży wokół niej i bacznie ją obserwuje.

Upiory podchodzą do niej i za wszelką cenę chcą podnieść, opanować jej zachowanie. Ponownie wciągnąć do demonicznego tańca.

Kobieta wyrywa im się. Ucieka chwilę przed nimi, aż zaczyna biec ku krańcowi sceny.

Na ostatnich krokach skacze.

Bezwładnie opada na ziemię.

Wszystkie upiory uciekają.

Światło blednie całkiem. Zostaje rzucone tylko na postać kobiety i króla.

Mężczyzna podchodzi w ciszy do kobiety.
Kładzie się na ziemi obok niej.


Pokochał ją.



Pod naporem świata i innych ludzi z naszego, czy też nie, otoczenia,  możemy łatwo stać się więźniami samych siebie. Czasem nawet osoby, które nas kochają, potrafią nas przytłoczyć. Należy pamiętać, by nie pozwolić zamknąć się w żelaznej klatce, przepełnionej rutyną. Inaczej zatracimy prawdziwych siebie. 


Witam,
kolejny post z tekstem, który ewentualnie można wystawić na scenie. Czytając go mam wrażenie, że jest zbyt mało obrazowy. Przesłanie jest zachowane, ale ma za mało szczegółów.

Tekst był pisany do utworu Adriana von Zieglera:




  


24 gru 2015

Opowiadanie

Dar serca


Daleko, mogłoby się wydawać, że na krańcach świata, na skraju gaju, spośród piętrzących się śnieżnych zasp, wyrastała skromna chatka. Dach jej całkowicie pokrywał biały puch, z komina unosił się szary dym, okiennice, choć zamknięte, przepuszczały iskierki wesołego światła, na drzwiach wisiał ozdobny wianek z gałązek świerku.  Ścieżka prowadząca do domu, była zawsze staranie odśnieżona, a drewno na opał ułożone w zgrabną kupkę. Na ganku stała trzyosobowa rodzina- mama, tata i malutki blond-włosy, pucołowaty, chłopczyk, trzymający rodziców za dłonie. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych i w pełni zadowolonych.
W sierocińcu z każdym dniem robiło się coraz ciszej i bardziej pusto. Tydzień temu wszystkie prycze w pokoju były zapełnione, dziś już tylko jedna. Codziennie zjawiało się nowe małżeństwo, a nawet kilka, które chciało uratować kolejne dziecko. Powoli przyjaciele z pokoju Antka znikali. Najpierw rudowłosy Adaś, potem ciemnooki Wiktor, a nawet nieuprzejmy Staś. Wszyscy zniknęli. Teraz Antek został sam. Siedział samotnie na swoim łóżeczku, spoglądający raz na choinkę, raz na kawałek papieru jaki trzymał w dłoni.
Choć sierociniec był ubogi, dzieciom nigdy niczego nie brakowało. Na święta, zawsze otrzymywały łakocie, trochę ubrań czy zabawek. W każdym pokoiku stała zielona, ubrana we własnoręcznie wykonane ozdoby choinka, która sprawiała, że nastrój w pomieszczeniu stawał się znośniejszy. Któregoś roku w samą Wigilię, w jednym z tych pokoików, zamieszkał nowy chłopiec. Mija rok, odkąd Antek przebywa w sierocińcu. Niestety nie został przez nikogo uratowany. Stracił już wszelką nadzieję, że znajdzie nowy kochający dom.
Chłopiec siedział samotnie na swojej pryczy zapatrzony w skrawek papieru w dłoni. Na jego twarzy, powoli, zaczęły pojawiać się krople łez. Antek był tak zasmucony i skupiony na swoim smutku, że nie usłyszał stukotu obcasów jednej z wychowawczyń. Kobieta stanęła za dzieckiem i zaczęła mu się bacznie przyglądać. W jego dłoni dostrzegła zdjęcie, które przedstawiało skromną chatkę na skraju lasu podczas zimy. Na jej ganku stała trzyosobowa rodzina, z małym blond-włosym, pucołowatym chłopcem, trzymającym rodziców za dłonie. Wychowawczyni zdziwiła się. Nie miała pojęcia jak to się stało, że Antek przemycił gdzieś fotografię swojej rodziny. Zostawiła go jednak w spokoju i wróciła do swoich zajęć.
W pokoiku, został jednak ktoś jeszcze.
Mężczyzna spokojnie przysiadł, na skraju łóżka i czekał aż chłopiec zwróci na niego uwagę. Tak też się stało. Antek uniósł wzrok i spośród łez dostrzegł obcego pana. Początkowo wystraszył się nieznajomej twarzy i schował nos pod kołdrę. Jednak... Coś kazało mu wyjrzeć ponad poły pościeli.
Był to uśmiech mężczyzny, który siedział teraz wpatrzony w chłopca i wyciągniętą ku nań dłonią.



Witam was kochani w to Wigilijne popołudnie i życzę z całego serca wesołych i spokojnych świąt.

Jak widać nie jest to najweselszy świąteczny tekst jaki czytaliście. Na początku chciałam, aby był to list do św. Mikołaja w imieniu dziecka, ale nie potrafiłam wczuć się w klimat. Tak właśnie powstało powyższe opowiadanie. Mam nadzieję, jednak, że samo przesłanie jest dość czytelne. Chciałam wam przekazać, iż w święta nie najważniejsze są prezenty w postaci materialnej, ale zwyczajna pamięć o bliskich, czas z nimi spędzony, jaki by on nie był. Ważnym jest, by dawać siebie innym, swą troskę. Boże Narodzenie to okres, w którym nikt nie powinien być samotny i zapomniany- czy dziecko z sierocińca, czy bezdomny. Pamiętajcie, by zawsze być dobrym dla innych bez względu na to kim są. Na dobroć zasługuje każdy człowiek, bez żadnego wyjątku.


Jeszcze raz wesołych świąt! 


18 gru 2015

Dramat

"A ci, co zgubili sens w życia zamęcie..."


Na scenę wychodzi mężczyzna, wyraźnie zmęczony. Pada na niego jasno-białe światło, a zewsząd otaczają czarne płachty.
Zegar bije godzinę ósmą rano.
Mężczyzna przechadza się powoli wzdłuż sceny, pod nosem cytując fragmenty ulubionych wierszy. Robi to coraz szybciej, aż w końcu gubi się we własnych słowach. Miesza utwory nieskładnie ze sobą.
W pewnym momencie nie jest w stanie sobie nic przypomnieć. Widzimy jego sfrustrowanie.
Zasiada na środku sceny.
Światło blednie powoli, aż w końcu gaśnie całkiem.
Ciemność i cisza otaczają nas, aż zza sceny dostrzegamy jasną wiązkę światła.
Zegar bije godzinę dwunastą.
Mężczyzna wstaje i idzie wolno w jej kierunku. Z każdym krokiem wiązka światła rozszerza się.
Staje tyłem do widowni, okolony światłem.
Powoli odwraca się. Na jego twarzy maluje się ogromna ulga i spełnienie.
Z niewzruszonym wyrazem twarzy zbliża się ku krańcowi sceny.
Rozgląda po publiczności.
Zegar bije godzinę piętnastą po południu.
Mężczyzna unosi w górę dłoń, zaciska ją w pięść, po czym błyskawicznie odwraca na pięcie.
Słychać jego nierówny oddech.
Zaczyna biec w kierunku światła. Na ostatnich krokach roztwiera ramiona i rzuca na nie.
Światło przeskakuje na dugi kraniec sceny.
Zegar bije godzinę osiemnastą.
Mężczyzna podnosi się i idzie pewnie w kierunku światła.
Ono jednak blednie, aż w końcu znika całkowicie.
Przez chwilę panuje ciemność.
Zegar biję godzinę dwudziestą drugą.
Delikatne światło rzucone na postać mężczyzny, stojącego ze spuszczoną głową i zapatrzonego we własne dłonie.
Powoli odwraca głowę w kierunku publiczności i smutnie nań spogląda.
Staje na środku sceny w pełnym świetle.

ZAUFANIE!
Krzyczy.

Straciłem, straciłem, straciłem...
Powtarza coraz ciszej.

ZAUFANIE!
Krzyczy.

Nie doceniałem.
Szlocha.

ZAUFANIE!
Krzyczy.

Jestem nagi...
Upada bezwładnie na scenę.
Światło blednie, aż zapada całkowita ciemność.
Zegar bije północ.

KURTYNA



Witam,
oto przed wami dość wyjątkowy tekst. Nigdy wcześniej nie pisałam nic,co ewentualnie mogłoby być krótkim przedstawieniem w teatrze. Pomysł zrodził się podczas notki, mojej mentorki Kamili z obozu, na naszej Fecebookowej stronie. Początkowo miało być to opowiadanie, utrzymane w podobnym klimacie.

Podzielę się jeszcze z wami utworem Adriana von Zieglera:




© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Malihu
x